Podczytuję

piątek, 23 czerwca 2017

Dzień Ojca

Czas na nowo zapisać tę datę w kalendarzu. Mój tato nie żyje od 12 lat, zmarł jak miałam 23 lata. Od tamtej pory zapomniałam o 23 czerwca, właściwie celowo, żeby było mi mniej smutno. Choć kwiaty na cmentarz zanoszę co roku.

TATO

Najważniejszy mężczyzna w życiu każdej córki. Mój był wspaniałym człowiekiem. Dobrym, honorowym, mądrym, dobrze wychowanym, bardzo inteligentnym. I jakim przystojnym! I młodym, dla mnie zawsze młodym, bo zmarł w wieku 44 lat. Mam tyle wspaniałych wspomnień, pamiętam, jak był w wojsku i wracał do nas na stopa, pamiętam jego ogoloną po wojskowemu głowę. Ile mógł mieć wtedy lat? Na pewno był młodszy niż ja teraz. I pamiętam też, jak był na studiach, ale to już musiała być końcówka. Jak przywoził nam różne rzeczy, które gdzieś "rzucili", a jemu udało się je zdobyć, typu suszarkę do bielizny;) Nasze przejażdżki motorem po okolicznych polach, to było super! Pamiętam, jak mama krzyczała do mnie, żebym się mocno trzymała, a ja śmiałam się, bo wiedziałam, że i tak nie spadnę. Byłam typową córeczką tatusia i było mi z tym cholernie dobrze. A potem był wypadek, kiedy byłam za granicą, i nawet się z nim nie pożegnałam, nie powiedziałam mu tylu rzeczy. Ciągle tego żałuję i pamiętam, żeby mojemu mężowi, i teraz synowi, jak najczęściej mówić, jak bardzo ich kocham. Teraz jednak bardziej żałuję tego, że nie Tato poznał ani mojego męża, ani Rysia.

MĄŻ

Pamiętam jak zaczęliśmy się spotykać i wszyscy mówili mi, że nie jest w moim typie;) No bo tak, ja wariatka z nałogami (tak tak, paliłam papierosy, ależ to były czasy;), gaduła straszna, zawsze w biegu, zawsze głośna, niecierpliwa, i on, milczek i oaza spokoju. Chyba nikt tak do mnie nie pasuje jak on, bo nikt nie potrafiłby tak mnie zrównoważyć jak on właśnie. Trochę przy nim "okrzepłam". Był zawsze przy mnie, wspierał mnie i pomagał się podnieść, kiedy myślałam, że nie dam więcej rady. Te wszystkie lata starań o biologiczne dziecko były dla nas mocno obciążające, a on nigdy nie pisnął nawet, że ma dość. Zawsze był w tym ze mną na 200%. Czekał na mnie przy każdej punkcji, schodził do Lidla i kupował ciastka, żebym zjadła coś dobrego po:) Robił wszystkie badania, robił wszystko, żeby się udało. Ale najważniejsze, że zawsze mówił mi, że CO BY SIĘ NIE WYDARZYŁO, będzie dobrze. Co by się nie wydarzyło. Od początku zakładał, że może się nie udać i pomógł mi się do tego przyznać samej przed sobą, a później pogodzić. Nigdy nie dał mi odczuć, że jest zawiedziony, a przecież wiem, jak bardzo chciał mieć dziecko. I te słowa, które upewniły mnie jeszcze bardziej, że adopcja to jest nasza droga. Kiedy powiedział, że nawet jeśli będziemy mieli biologiczne dziecko, to i tak chce adoptować. Patrzę teraz na niego i widzę, jak kocha Rysia:) Śmieszny jest jak mówi, że był u lekarza i obserwował dzieci, i że nasze jest jednak najpiękniejsze:)

Bardzo się cieszę, że znów będę obchodzić Dzień Taty, tym razem z  moim mężem i synem. Chyba ten dzień jest dla mnie nawet ważniejszy niż Dzień Matki, bo ten jednak obchodzę co roku z moją mamą.

Taki prezent dostanie w tym roku tatuś od swojego synka:


 No dobra, sobie też kupiłam, nie mogłam się powstrzymać:)




piątek, 9 czerwca 2017

Śpij wtedy, kiedy śpi Twoje dziecko

Ok, spróbujmy.

⋆ Godzina 11, pierwsza drzemka Rysia.

Jak tylko umyję butelki po nocy, posprzątam zużyte pampersy i zjem śniadanie, położę się na chwilkę. No dobra, jeszcze zrobię sobie kawę, może uda mi się łyknąć ciepłą (nie gorącą;). Ładna dziś pogoda, nastawię jeszcze pranie, to szybko wyschnie. Acha, no i zmywarkę opróżnię, potem nie będzie czasu. Meble przetrę, zajmie mi to chwilkę. Odkurzacz włączę, niech śmiga i sierść zbiera. Zerknę na internet, tak szybciutko, sprawdzę, co tam na świecie słychać O, mama dzwoni, dobra, chwilkę pogadamy, a potem się położę.
.
.
.
.
.
.
O matko, dwie godziny minęły, Rysiu się obudził...

⋆ Godzina 15, druga drzemka Rysia.

Idziemy na spacer, a ja jeszcze nie opanowałam sztuki spania z otwartymi oczami, w dodatku w ruchu;) Poza tym Ryś o tej godzinie śpi jakieś 30-40 minut.

⋆ Godzina 17, trzecia drzemka Rysia.

Dom ogarnięty, obiad trzeba nastawić. Tato zaraz wróci to się Rysiem zajmie. Tylko kwiatki podleję. I naprawdę się położę.

Leżę.
Zasypiam.
Minęło 15 minut, Rysiu się obudził...

⋆ Godzina 20, Ryś śpi snem nocnym.

Teraz mam czas dla siebie. Serial, blogi, Ale położę się szybciej niż zwykle. Tylko że nogi muszę ogolić, włosy umyć. W końcu trzeba jakoś wyglądać. Herbatę z mężem wypiję, bo on cały dzień w pracy. Coś tam przeprasuję, pranie poskładam, bo wyschło. O matko, już 23h? Dobra, przeczytam tylko kilka stron. Północ, już naprawdę muszę spać, bo jutro będę nieprzytomna.

Śpię.

Godzina 1:30, Ryś budzi się po raz pierwszy...

Aaaaaa!! ;) Śpij wtedy, kiedy śpi Twoje dziecko?? Tego na pewno nie wymyśliła matka;)

Pozdrawiam wszystkie mamusie!






piątek, 2 czerwca 2017

Dzień dziecka w kinie


We did it! Poszliśmy do kina:) Jestem strasznie dumna z mojego syna, który w ogóle nie marudził! Był zafascynowany ekranem, lampami, światłem. To było bardzo fajne doświadczenie. Bez spiny, na luzie. Będziemy to powtarzać:) Później z jedną cudowną brzuchatką poszłyśmy na frytki, lody, kawę, a w końcu na spacerek do Ogrodu Staromiejskiego. Cieszę się, jak uda nam się pojechać do miasta. Teraz jak jest tak gorąco, u mnie na wsi głównie siedzimy w domu. Niestety ani u nas w ogrodzie, ani w pobliżu nie ma zacienionego miejsca. Ryś denerwuje się, jak jest mu za gorąco i nasze spacery szybciutko się kończą. Takie uroki mieszkania na południu kraju;)
Bardzo chciałabym pojechać gdzieś na chwilę, zrobić sobie chociaż małe wakacje. Niestety, nie wiadomo jak będzie, bo Rysiowy tato zmienia pracę. W nowej pewnie nie dostanie od razu dwóch tygodni urlopu. Marzy mi się morze...Najlepiej we wrześniu, w jakiejś mieścince, gdzie nie ma ludzi i plaże są puste. Już dwa razy byliśmy nad naszym morzem po sezonie i było naprawdę fajnie. Pewnie nie każdemu by to odpowiadało, bo nie można kupić gofra na każdym rogu, ale dla nas to był raj. Zwłaszcza jak byliśmy z psem. Mogliśmy spacerować brzegiem morza, poleżeć na kocyku, a nie lawirować między wszechobecnymi parawanami. Byleby nie padało, a my akurat mieliśmy farta, bo pogoda była wymarzona, można się było nawet trochę opalić. Polecam:)
Ryś jest cudownym małym chłopcem, książkowo się rozwija:) Uwielbiam patrzeć, jak każdego dnia robi coś nowego, i wzruszam się wtedy bardzo. Potrafi już utrzymać lekką zabawkę i nawet trafić nią do buzi i pociumać. Łączy rączki i się im przygląda. Coraz bardziej lubi leżeć na brzuszku i oglądać świat. Chociaż nie za długo, bo wiadomo, u mamy na rękach najlepiej:)Cudownie rozmawia z tatą i obdarza go mnóstwem najpiękniejszych uśmiechów:) Zaczyna trzymać główkę w pionie.
I tak nam mija ta wiosna:)

Mamy już wyznaczony termin rozprawy, na koniec czerwca. Już niedługo Rysiu będzie nasz:)Na papierze, bo on jest nasz od zawsze:)

piątek, 26 maja 2017

Mama w mieście

Pisałam już o urokach mieszkania na wsi, a dziś chciałabym napisać, jakie możliwości daje mamom z dziećmi nasze miasto.
🔹Kino.
Do kina z maluszkiem? Dlaczego nie. Kino Nowe Horyzonty proponuje nam kulturalne czwartki dla rodziców - wózkownia. W sali jest miejsce na wózek, obok miejsce do przewijania i karmienia. Dla starszych dzieci przygotowano zabawki i miejsce do rysowania. Nie musimy się stresować, że maluch zacznie marudzić, bo w kinie są praktycznie same mamy. Mam nadzieję, że już w przyszłym tygodniu wybierzemy się z Rysiem na film:)
🔹Muzyka.
Narodowe Forum Muzyki przygotowało super rozrywkę dla najmłodszych - zajęcia muzyczne dla dzieci w różnym wieku. Nas póki co najbardziej interesują śpiewanki, dedykowane najmłodszym dzieciakom 0-3. Uważam, że jest to świetny pomysł, dzięki któremu można uwrażliwiać maluchy na muzykę już od najmłodszych lat. Wybierzemy się na pewno! A dla rodziców, którzy chcieliby jeszcze piękniej śpiewać swoim dzieciom, NFM prowadzi warsztaty śpiewu - pośpiewaj mi:)
🔹Sport.
Oczywiście basen. Na razie nie wybraliśmy jeszcze konkretnego miejsca, ale na pewno będziemy z Rysiem chodzić. On uwielbia wodę:) A i mamie przyda się trochę ruchu, nie mówiąc już o tacie. Myślimy o facecie od mokrej roboty, ale z zajęciami dla maluchów akurat nie ma we Wrocławiu problemu.
Stosunkowo łatwo można też znaleźć fitness dla mam z dziećmi, na przykład tu. Kiedyś była też salsa dla mam, zamotana salsa. Pamiętam, że Asia z Ziarnikiem Piasku chodziła i była bardzo zadowolona. W naszym przypadku odpada, bo Ryś nie daje się zamotać w chuście:( Szukałam też jogi dla mam z dziećmi, ale niestety nic nie znalazłam.
🔹Spotkania.
Tu akurat od wyboru do koloru, FamilyCafeklubodzieciarniadzieciolada, ha!makMamkaCafe i pewnie wiele innych. Ja polecam Nalandę, może to nie jest typowe miejsce dla dzieci, ale atmosfera jest tam cudowna, jedzenie pyszne, kawa jeszcze lepsza, jest przewijak, wygodne kanapy i przemiła obsługa. Ostatnio byłam tam z dwiema innymi mamusiami, trzy wózki, trójka dzieciaczków i nikt nawet brwi nie zmarszczył, wręcz przeciwnie, witały nas przyjazne uśmiechy i miłe komentarze. Nalanda jest KsięgarnioKawiarnią, więc starszym dzieciom można poczytać książeczki, które znajdziemy na miejscu.

Na szczęście do Wrocławia mam blisko, więc mam nadzieję, że już wkrótce uda nam się z czegoś skorzystać. Póki co Ryś jest bardzo niespokojny, nasze przyjemne do tej pory spacery zamieniły się w walkę o chociażby 15 minut bez krzyku. Wiem, że to wina mleka, Ryś od jakiegoś czasu dostaje mleko HA, ale to za mało, mam nadzieję, że lekarz zmieni je na Bebilon Pepti. Nie mogę patrzeć, jak się męczy, płacze, pręży się, ma szorstką skórę i w ogóle jest mu źle. We wtorek mamy kolejne szczepienie, liczę na to, że wrócimy z receptą na nowe mleczko.

Cudownego Dnia Mamy dla wszystkich mamuś:) I dla wszystkich cudownego dnia💗

piątek, 19 maja 2017

Przywileje

Jako że Rysiu wydoroślał i nie robi już awantur, coraz częściej wychodzę z nim do ludzi. A to daje mi szerokie pole do obserwacji zachowań ludzkich. I niestety, dochodzę do ponurego wniosku, że ludzie mają bardzo złe maniery i są nieuprzejmi. Zwłaszcza kobiety. Miałam już kilka tak dziwnych sytuacji, że w głowie się nie mieści. Pierwszy przykład, wchodzę z wózkiem z parkingu pod windę, gdzie czeka już kilka osób, w tym para około 50-tki. Otwierają się drzwi windy, w środku też kilka osób, wiadomo że się nie zmieszczę, ale też nie mam zamiaru. Pan z pary chyba chciał mnie przepuścić, ale jego partnerka głośno i wyraźnie stwierdza, że "ostatnia przyszła, niech czeka". No żesz, poczekam, ale po co taki komentarz. Dalej, w punkcie pocztowym, podjeżdżam wozem i pytam, czy jest taśma pakowna. Można było się domyślić, że zajmie mi to parę chwil. W kolejce jakieś 4 osoby, każda z paczką do nadania. I nikt mnie nie przepuścił, stałam z tym wózkiem pół godziny po to, że w ciągu 30 sekund kupić tę taśmę. W sumie nawet nie oczekuję jakiegoś specjalnego traktowania, ale jednak fajnie byłoby wiedzieć, że w ludziach jest trochę empatii. Mężczyźni jakoś inaczej reagują, przytrzymują drzwi, puszczają w kolejce, ale kobiety...

Dziś złożyliśmy w sądzie wniosek o przysposobienie. Mam nadzieję, że szybko to pójdzie, bardzo chciałabym mieć już Rysia akt urodzenia, z nami w rubryce "rodzice".  Sporo nam to ułatwi, będziemy mogli zapisać go do Lux Medu i nie płacić za wizyty. Ale przede wszystkim chciałabym, żeby był. Z imienia i nazwiska, żeby miał swoją tożsamość. Teraz czuję, że ciągle jest w zawieszeniu. Jest cały nasz, ale z jej nazwiskiem. Ostatnio na jakimś dokumencie pierwszy raz zobaczyłam jego imię i nasze nazwisko. Bardzo mnie to wzruszyło i poczułam się taka dumna:) Chcę, żeby tak było już zawsze.

Co polecacie na wakacje z kilkumiesięcznym dzieciakiem? Niezbyt daleko, jakieś jezioro w okolicach Dolnego Śląska?

piątek, 12 maja 2017

Wypad nad jezioro

Wróciliśmy cali i zdrowi. Było dobrze! Bałam się, nie powiem, pomimo że to nie było jakoś super daleko. Ale ostatecznie jestem bardzo zadowolona. Ryś był spokojny, sporo spał, dzięki czemu rodzice mogli spokojnie wypić kawę, pomyśleć, pogapić się na jezioro. A było na co, widok z domku obłędny. Tangernia, miałaś rację, warto:) I nawet kiepska pogoda jakoś za bardzo nam nie przeszkadzała. Nie było to takie świętowanie drugiej rocznicy, jak myśleliśmy. Było lepsze:) Bo we trójkę.

A w środę dotarła do nas bardzo dobra informacja. Odbyła się rozprawa matki biologicznej Rysia. Bez żadnych trudności, dziewczyna przyszła do sądu i zrzekła się praw. W przyszłym tygodniu Ryś zostanie zakwalifikowany do adopcji i niedługo odbędzie się nasza rozprawa o jego przysposobienie. Jestem tej kobiecie bardzo wdzięczna. Wiem, że różnie się ocenia takie sytuacje i pewnie większość zadaje sobie pytanie "Jak można". Widać można, oby zawsze w taki sposób jak w naszym przypadku. Ona od początku konsekwentnie dążyła do tego, żeby Rysiu trafił do dobrej rodziny. Prawdopodobnie nie dbała o siebie jakoś szczególnie w ciąży, ale na tyle, żeby urodzić zupełnie zdrowe, silne, duże dziecko. Do tego piękne. Od początku chciała, żeby trafił do adopcji, przychodziła do ośrodka za każdym razem, gdy była potrzebna, podpisywała wszystkie potrzebne dokumenty, i teraz stawiła się w sądzie.Dzięki temu, że pomimo swojej sytuacji i młodego wieku podeszła do tego bardzo rozsądnie, Ryś będzie miał dobre życie. Będzie miał szczęśliwe, beztroskie dzieciństwo, kochających rodziców, dziadków, dom. Mam ochotę spotkać się z nią i podziękować. Mamy wielkie szczęście. Tak wielkie, że trochę mnie to przeraża. Boję się, że w przyrodzie jednak musi być równowaga. Nie wiem, czy szybko zdecydujemy się na drugie dziecko, bo dwa razy taki cud się nie zdarza.

Od wczoraj mamy piękną pogodę, spacerujemy sobie po wsi i myślę, że wyprowadzka z miasta była bardzo dobrą decyzją. Tu wszystko pachnie! Bzy, konwalie, kwitnące drzewka, rzepak, mieszają się wszystkie cudowne zapachy maja, które pamiętam z mojego dzieciństwa. Jest mi dobrze, jestem szczęśliwa:)

Kilka zdjęć z naszego rodzinnego wyjazdu:)






niedziela, 7 maja 2017

Mamine strachy

Jest ich tak dużo i codziennie pojawiają się inne. Na szczęście niektóre znikają:) Pamiętam naszą pierwszą noc, mały w łóżeczku a ja na materacu na podłodze obok, nie zmrużyłam oka, bo ciągle nasłuchiwałam i patrzyłam, czy oddycha. Zresztą ciągle tak mam, zdarza mi się go obudzić, bo boję się, że nie oddycha i muszę go koniecznie ruszyć:) A że Rysiu to mały susełek i śpi nawet po 6 godzin w nocy (słyszę Wasze westchnienia, pewnie niektórzy zazdroszczą;), to zdarza się to dosyć często. Moim największym strachem jest Syndrom Nagłej Śmierci Łóżeczkowej. Więc jak się budzę i widzę, że on śpi już 5 godzin, to go szturcham:) Nie ma spania:D
Boję się, że jest za duży. Bo jest wielki. Nie ma nawet dwóch miesięcy, a waży ponad 6 kg. Że ma za słabe mięśnie. Że nie dźwiga głowy, jak leży na plecach, a ja podnoszę go za rączki. Tu akurat pani neurolog mnie wystraszyła, bo powiedziała, że powinien próbować ciągnąć głowę.
Bałam się szczepienia. Strasznie. Wcześniej, zanim zostałam mamą, miałam bardzo jednoznaczne podejście - szczepić i kropka. Jak się ma dziecko, to jednak wszystko się zmienia. Naczytałam się o skutkach ubocznych, o NOP, autyzmie i już nie byłam tak zdecydowana w moich poglądach. Ale szczepić trzeba. Rysiu został ukłuty w grubiutkie udko. Dobrze, że nie jest chudziutki, bo jak zobaczyłam tę długą igłę, to myślałam, że zemdleję. A znam się trochę, bo trochę się kłułam i wiem, że igła niekoniecznie musi mieć 2 centymetry długości...Teraz jestem na etapie obserwowania małego, ale raczej wszystko jest w porządku.
I boję się wychodzić z nim z domu:) Ale to już coraz mniej, nawet byliśmy w mieście, Rysiu poznał kumpli, a ja spotkałam się z ludźmi z pracy i innymi mamusiami. Byłyśmy nawet na lodach! Trochę wrzeszczał w foteliku na początku, bo chyba tak jak mama lubi szybką jazdę:) Stanie w korkach go nie kręci;)
Żeby nie było, nie jestem spanikowaną mamusią, już nie. Teraz nawet jak Rysiu płacze, to nie przejmuję się, co powiedzą ludzie na osiedlu. Po prostu idę dalej, a mały szybko przestaje płakać. I odkryłam, że nie tylko moje dziecko robi sceny:) Każdemu się zdarza, więc chyba wszystko z nami w porządku.
Robimy ogromne postępy. Rysiu ogląda swoje rączki, śmieje się do mnie pełną buzią, próbuje chwytać zabawki. Strasznie mnie to wzrusza, bo jeszcze niedawno ledwo je widział. Dziś zainteresowały go jego stópki. Uspakaja się u mnie na rękach. Wszystko zmieniło się, jak zostaliśmy sami. Zaczęliśmy się rozumieć i prowadzimy teraz poważne rozmowy matki z synem. Ja mówię, że jest moim najukochańszym syneczkiem, a on mówi agugu:P
A jutro jedziemy na wycieczkę:) Za dwa dni jest nasza druga rocznica ślubu, jedziemy do domku nad jeziorem. Rezerwację zrobiliśmy, jak Rysia nie było jeszcze na świecie, chciałam ją odsprzedać, ale się nie udało, więc jedziemy. Raz kozie śmierć.
Z formalności, ciągle czekamy na rozprawę MB. Mam nadzieję, że niedługo Rysiu będzie tylko nasz.